Marta

Ela (62 lata)

Mama przyjechała do mnie w odwiedziny do Warszawy we wrześniu zeszłego roku, żeby poznać m.in. rodziców mojego narzeczonego. Przyjechał też tata, spotkanie się odbyło, były wspólne spacery, rozmowy… w sumie bardzo miły czas i wizyta niczym by się nie wyróżniała poza tym, że dzień później zaczął się koszmar…

Jeszcze przed przyjazdem do Warszawy mama zadzwoniła, że zdrętwiała jej prawa noga i że nie wie czym to może być spowodowane. Dziś już wiem, że to był pierwszy objaw udaru mózgu, którego nie wolno było zignorować i należało natychmiast jechać do szpitala, żeby uniknąć tragedii, która wydarzyła się dwa dni później.

Zaproponowałam wtedy mamie przez telefon, że zadzwonię po karetkę, ale mama powiedziała, że zaraz ma pociąg do mnie i że już jej przeszło, że wszystko jest w porządku. Mama miała od lat chorobę afektywną dwubiegunową, ale od ponad 9 lat choroba przebiegała bez objawów bo brała lit, który jej bardzo pomagał. Poza tym dużo paliła papierosów, miała problemy z ciśnieniem i sporo stresu z racji wykonywanej pracy.

Niestety od jakiegoś czasu zaczęła czuć się gorzej, zaczęła zmniejszać sobie dawkę litu, podobno po konsultacji z lekarzem, ale kiedy przyjechała do mnie brała tego litu mało i dość nieregularnie. Zaniepokojona jej stanem i bezsennością następnego dnia po wizycie rodziców narzeczonego wezwałam na wizytę domową lekarza psychiatrę, żeby ustawił odpowiednio leki. Lekarz po rozmowie z mamą stwierdził, że mama jest już w takim stanie, że leki można ustawić tylko w szpitalu psychiatrycznym i zaproponował nam, że nas zawiezie do Tworek, mama się położy na jakiś czas, ustawi jej odpowiednio leki i będzie wszystko w porządku. Nie wiedziałam co innego robić, mama była już w fatalnym stanie psychicznym więc pojechaliśmy. Mama została, pożegnałam się z nią i to była nasza ostatnia bezpośrednia wymiana słów, potem mama jeszcze dzwoniła do mnie przed snem i ostatni raz powiedziała „dobranoc”…

Przyjechałam ją odwiedzić rano następnego dnia, pielęgniarka nie mogła jej obudzić bo mama długo w nocy nie spała, więc podano jej silne leki uspokajające. Poproszono mnie żebym wróciła do domu i obiecano, że zadzwonią do mnie jak tylko mama się obudzi. Zadzwonili, ale nie dlatego że mama się obudziła, tylko żeby mnie poinformować że mam natychmiast przyjechać, bo mama jest na OIOMIE i zaczął się u niej udar mózgu… Potem było coraz gorzej…okazało się że udar niedokrwienny był bardzo rozległy…mama ma afazję mieszaną i niedowład prawej ręki i nogi. W wieku 61lat moja energiczna i pełna radości mama stała się osobą wymagającą pampersów, wózka inwalidzkiego i zdecydowanej pomocy drugiej osoby we wszystkich czynnościach życiowych. Moja mama – osoba zawsze niezależna, stała się w pełni zależna od osób drugich. Minął rok od udaru mamy, na samą myśl o wszystkich szpitalach i urzędach, do których trafiałam raczej na średnio życzliwych ludzi załatwiając kolejne sprawy, przechodzą mnie ciarki.

Za poradą mojej przyjaciółki zaczęłam szukać fundacji, która by pomogła odnaleźć się w tym całym chaosie. Trafiłam na Fundację Udaru Mózgu i wspaniałą osobę z fundacji, która doradzała mi gdzie pójść, co trzeba załatwić, do kogo się zwrócić, a nawet jak się zachować w momencie kiedy pani doktor z oddziału rehabilitacji neurologicznej powiedziała, że wypisuje mamę na drugi dzień ze szpitala, bo ma kolejne przyjęcia i dla mamy nie ma miejsca. Dzięki tej osobie pracują z mamą dwie wspaniałe osoby, niezmordowany rehabilitant i wytrwała pani neurologopeda. Rehabilitacja prowadzona jest 5 razy w tygodniu, neurologopeda pracuje z mamą dwa razy w tygodniu i są postępy, największe w rehabilitacji ruchowej, bo tu efekty przychodzą szybciej. Cały czas czekam aż mama zamiast „dadada” powie mi znów „dobranoc”…

Może gdybym wiedziała jakie są objawy udaru do tragedii by nie doszło, dlatego uważam, że świadomość jest w tym wszystkim najważniejsza. Szkoda, że wszystko co spotyka człowieka w tak trudnej sytuacji to mus odnalezienia się w chaosie spraw urzędowych i lekarskich, walka o kolejne wnioski na dotacje do wózka inwalidzkiego, łóżka rehabilitacyjnego i wielu innych potrzebnych w tej chwili mamie rzeczy a przede wszystkim walka o miejsce na oddziale rehabilitacyjnym…w jednym ze szpitali łódzkich usłyszałam odpowiedź, że skierowanie można złożyć, ale kolejka osób oczekujących jest tak długa, że mamę przyjmą może za pół roku…wcześniej usłyszałam, że wczesna rehabilitacja jest najskuteczniejsza i najważniejsza zaraz po udarze… W tak trudnych sytuacjach państwo polskie swoim obywatelom przyznaje dodatek pielęgnacyjny w wysokości bagatela 250 zł miesięcznie. Koszty mamy rehabilitacji, zajęć z neurologopedą, środki pielęgnacyjne i opieka kiedy tata jest w pracy przewyższają tą sumę dziesięciokrotnie. To kropla w morzu tego, co wydarzyło się poza walką o zdrowie mamy.

Dziś oboje z tatą obserwujemy postępy mamy, która uczy się wszystkiego na nowo z nadzieją, że kiedyś mama pójdzie z nami na spacer o własnych siłach i powie coś innego niż „dadada”.

  • Odwiedź nasze profile:
  • nasz profil na facebook
  • YOUTUBE