Marta

Gosia (lat 28)

Nawet nie wiem od kiedy zaczęłam mówić o moim życiu dzieląc je na przed i po udarze. Ale żeby przedstawić moją historię muszę zacząć od czasu przed udarem. I znów pojawia się pytanie tzn od kiedy.

Przez przedszkole i edukacje przeszłam bez potknięć. Byłam zwykle wygadana, ambitna i pracowita. Ze złych cech przejawiał się we  mnie nadmierny perfekcjonizm i gadulstwo, nie mówiąc o pracoholizmie i szczerości aż do bólu. Niektórzy za te cechy mnie lubili inni wręcz przeciwnie. Nie potrafiłam znaleźć sobie odpowiedniego zawodu i drogi na przyszłość więc skakałam z moimi przemyśleniami na temat przyszłości jak żaba po łące. Liceum skończyłam matematyczno-informatyczne jednak maturę napisałam z biologii. Również studia dotyczyły biologii a dokładniej zootechniki. Początkowo miały być to studia turystyczne jednak dla alternatywy zdawałam na agroturystykę. Nie był to strzał w 10 ale studia z perspektywy czasu ciekawe i niepowtarzalne. Dające mi możliwość ciągłego bycia w ruchu i doświadczania wielu rzeczy. Na ostatnim roku spełniałam się także w roli starosty czyli organizacyjnym.

Ostatni rok okazał się w moim życiu przełomowym. Poza studiami pracowałam dorywczo jako hostessa i kelnerka. Wtedy też zaczęły się pierwsze niestety zbagatelizowane kłopoty ze zdrowiem, a dokładniej tak powszechny ból głowy. Nieustępliwy i świdrujący. Ale ja  człowiek maszyna, cyborg który poradzi sobie ze wszystkim brałam kolejną tabletkę i biegłam albo do pracy albo na uczelnię. Wydawało mi się, że prowadzę nie najgorszy tryb życia bo na uczelnię połowę drogi pokonywałam pieszo,nie stroniłam od zajęć wychowania fizyczne  go tylko chodziłam na dodatkowe, poza tym w wolniejszych chwilach wypad na basen rzadziej na dyskotekę ale też się zdarzało. Poza tym nie paliłam sama jednak w moim otoczeniu wiele osób paliło zatem chcąc nie chcąc stałam się biernym palaczem, alkohol?był i owszem ale sporadycznie, niezbyt mocny i w niewielkich ilościach. Energia i entuzjazm mnie rozpierały a zmęczenie pojawiało się rzadko i pokonywałam je bez trudu kolejną filiżanką kawy. Byłam można by rzec typową 24latką gdy skończyłam studia w grupie 25%najlepszych absolwentów na kierunku zootechnika w roku akademickim 2005/2006.Potem przyszła codzienność w moim przypadku był to wyjazd do Londynu do ukochanego z którym mieliśmy plany na przyszłość. Plany były banalne dom,  rodzina, realizacja kolejnych celów tyle tylko że już wspólnie. Pierwszym z nich było zasobne konto, a że w Anglii wydawało nam się to prostsze więc wyjechałam do niego. Najpierw był szok bo choć miałam obok bliską osobę i brak problemów mieszkaniowych to zabrakło nieco szczęścia. Pracę miałam tylko dorywczo przy sprzątaniu, potem pojawiła się lepsza propozycja praca w barze. Nic trudnego parzenie kawy i przygotowywanie kanapek. Z poziomem języka jaki reprezentowałam byłam zadowolona. Szybko się zaaklimatyzowałam w nowym miejscu i już byłam zadowolona choć był to dopiero okres próbny. Szybko uczyłam się języka i przydały się moje umiejętności z Polski.

Niestety 13.09.2006 roku mój świat się zawalił. Po przebudzeniu zamiast z entuzjazmem zerwać się do pracy nie byłam w stanie się poruszyć. To nie było osłabienie mięśni to był bezwład przynajmniej ręki. Do szpitala trafiłam po jakiejś godzinie po przebudzeniu. Procedury angielskie są jednak inne niż u nas. Przyjął mnie ratownik medyczny i nie stwierdzając nic groźnego odesłał do domu z nakazem powrotu w razie pogorszenia. Wróciłam bardzo szybko bo za jakąś godzinkę. wtedy już nawet przy pomocy nie mogłam się poruszać. Zostałam w tym szpitalu na najbliższe 2miesiące bo zbagatelizowałam ból głowy i zmęczenie. Po badaniach okazało się że to był zawał mózgu powszechniej nazywany udarem bądź wylewem. Do londyńskiego szpitala kolejno przyjeżdżali moi rodzice i inne wówczas bliskie osoby aby dotrzymywać mi towarzystwa i pomagać w różnych sytuacjach. Pierwsze wzmianki o rehabilitacji i moim powrocie do normalności mówiły że ze względu na wiek(24lata) to nie potrwa długo. W moim umyśle zrodziła się myśl:  to potrwa może kilka dni, może tygodni, maksymalnie do końca roku. W najbliższą wówczas noc sylwestrową widziałam się na parkiecie w pięknej sambie. Rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza. Moje życie zostało podporządkowane rehabilitacji już na 5lat.Teraz już nie daję sobie czasu żeby zatańczyć sambę w najbliższą noc sylwestrową. Wiem jednak, że tą sambę i nie tylko zatańczę w niejedną jeszcze noc. Można powiedzieć i w czym problem, że nie tańczy. Dla mnie to problem bo nie mogę nawet pojechać gdzieś pociągiem albo zwyczajnie umówić się na mieście ze znajomymi. Muszą zawsze po mnie przyjechać samochodem a potem odwieźć do domu. Ze względów rehabilitacji musiałam zmienić miejsce zamieszkania z blokowiska w Poznaniu na wiejski domek na Kujawach. Dla mieszczucha to trauma psychiczna. Poza ruchomością najbardziej ucierpiała moja psychika. Długo walczyłam z depresją płacząc w poduszkę. Pomogła mała czarna psinka,  która wskakuje mi na kolana i często wyczuwa nastroje. Problem jest gdy wyjeżdżam do szpitali na kolejne turnusy bo obie bardzo tęsknimy. Podczas badań po udarze wyszło kilka spraw na które wcześniej nie zwróciłam nawet uwagi jak chora tarczyca czy migotanie przedsionków serca.

019.jpg

Dzisiaj jest już o tyle lepiej że mogę samodzielnie pójść do toalety czy zrobić sobie szklankę herbaty a nawet przeniosę ją z kuchni do pokoju. Mój świat ograniczył się jednak do rehabilitacji i internetu. Teraz już nie mogę zrobić wypadu na basen bo musi być tam ktoś ze mną(żeby pomóc mi się wytrzeć czy ubrać).Poza tym basen musi mieć odpowiednie zejście schodkami nie zaś drabinkę. Musiałam również zrezygnować z górskich szlaków choć udało mi się namówić raz mamę na wypad do Zakopanego i przejście na morskie oko. Byłam z siebie dumna. Przypłaciłam to jednak takim zmęczeniem i bólem że na samo wspomnienie nogi mi drętwieją. Choroba a właściwie kilku chyba sekundowe zdarzenie spowodowało że odkryłam w sobie pokłady determinacji o które bym się nie podejrzewała. Teraz mam tak wielką chęć do życia i próbowania wszystkiego co nowe, że daje mi to siłę na kolejne turnusy rehabilitacji. Jednak moim marzeniem oczywiście poza powrotem do sprawności jest stworzenie idealnego ośrodka rehabilitacji dla ludzi młodych którzy doznali udaru. Myślę, że z moją determinacją i przy pomocy ludzi dobrej woli oraz Fundacji Udaru Mózgu i to marzenie zostanie zrealizowane.

Mam również nadzieję, że ktoś po przeczytaniu tego tekstu przestanie bagatelizować ból głowy, zmęczenie i inne znaki które daje organizm. Zalecam robić badania krwi szczególnie pomiar gęstości. Czasami wybrać się na badanie dopplerowskie tętnic i EKG. Jednak aby uratować swoje zdrowie warto poświęcić co jakiś czas nawet cały dzień choćby kosztem skrócenia urlopu. Nie można powiedzieć nie mam czasu na badania. Jeszcze 5lat temu też go nie miałam teraz za to mam mnóstwo czasu tylko nie mam już zdrowia. A jak pisał Mickiewicz „Szlachetne zdrowie ile cię cenić trzeba ten tylko się dowie kto cię stracił”.Czytelniku naucz się czegoś na moich błędach bo na własne może Ci nie starczyć życia, poza tym szkoda życia na pobyty w szpitalach i ośrodkach rehabilitacji. Mam też nadzieję, że wkrótce w moich etapach życia pojawi się trzeci zatytuowany po powrocie do sprawności.

  • Odwiedź nasze profile:
  • nasz profil na facebook
  • YOUTUBE